Klub Przyjaciół Ludzkiego Życia


Wybierz Życie
"Wybierajcie więc życie,
abyście żyli wy i wasze potomstwo." (Pwt 30, 19)
Human Life International - Polska
Nr 2/08, Marzec 2008

CZY W XXI WIEKU MOŻNA MIEĆ CZŁOWIEKA NA WŁASNOŚĆ

Okazuje się, że można. Nawet w Polsce, pod warunkiem, że ten człowiek jest bardzo mały i poczęty „in vitro”.

Procedura poczęcia pozaustrojowego zawiera wiele bardzo kontrowersyjnych elementów, o których społeczeństwo nie wie. Ostatnio szok opinii publicznej wywołały doniesienia prasowe, co robi się w Polsce z embrionami poczętymi „in vitro”. Kliniki prowadzące tę procedurę za właścicieli poczętych „in vitro” embrionów z reguły uznają ich rodziców (dawców komórek rozrodczych). Jak usłyszeli dziennikarze podający się za niepłodne małżeństwo, mogą oni zrobić z tymi odrzuconymi dziećmi, co zechcą. Zapłacić za ich dalsze przechowywanie, oddać lub sprzedać do dalszych eksperymentów, dostać do domu w termosie lub kazać zabić. Nikt nie bierze pod uwagę polskiego prawa, które chroni zdrowie i życie dzieci poczętych, jakimi niewątpliwie są ludzkie embriony.

Reklamy pokazują nam śliczne, wymarzone dziecko w ramionach szczęśliwych rodziców. Niewygodną prawdę pomija się milczeniem. Postanowiłam więc zebrać trochę faktów na ten temat.

Przede wszystkim procedura ta nie przywraca żadnych funkcji, nie można więc uznać jej za leczenie. Polega na ryzykownej manipulacji ludzkim zdrowiem i życiem. Dziecko staje się produktem nowoczesnej technologii.

Aby pobrać komórki jajowe trzeba poddać kobietę hiperstymulacji hormonalnej. Nie jest to obojętne dla jej zdrowia. Znane są przypadki poważnych powikłań, a nawet zgonów. Następnie podczas bolesnego zabiegu nakłuwa się powłoki brzuszne i pobiera dojrzałe komórki jajowe.

Natomiast mężczyzna podczas wizyty w przychodni dostaje do ręki sterylne naczynie z poleceniem pójścia do toalety i wypełnienia go swoim nasieniem. Wszyscy oczekujący w kolejce wiedzą, co on robi. Należy się dziwić, że nikt przeciwko takiemu traktowaniu głośno nie protestuje.

Większość osób sądzi, że komórka jajowa i plemnik same z siebie połączą się również w warunkach „in vitro. Tymczasem one wcale nie chcą się połączyć. Komórka jajowa broni się, jej osłonka robi się zbyt twarda, aby plemnik mógł ją spenetrować. Wobec tego umieszcza się ją w mini imadełku i nakłuwa, następnie wciskając do niej plemnik. Jest to czysty gwałt na naturze. A natura nie wybacza nigdy!

Poczęte w ten sposób ludzkie embriony najpierw się selekcjonuje. Po kilku dniach najbardziej „dorodne” umieszcza się w macicy, licząc że się zagnieżdżą. Procedura ta jest mało skuteczna (od 2 – 25%), więc dla zwiększenia szans na utrzymanie przy życiu chociaż jednego dziecka, umieszcza się w macicy kilka embrionów. Jeśli wszystkie przeżyją, proponuje się aborcję selektywną, argumentując, że utrzymanie ciąży mnogiej jest niemożliwe. Obecnie w Polsce odchodzi się od tej praktyki i umieszcza w macicy najczęściej dwa embriony.

Pod pretekstem naruszania prywatności nikt nie bada stanu zdrowia tych dzieci, chociaż jest ich już w skali świata ok. 2 mln. Istnieją nieliczne badania zagraniczne pokazujące, że ich waga urodzeniowa jest niższa oraz że częściej występują problemy zdrowotne. Pojawiają się wypowiedzi psychologów dziecięcych, że przypadki problemów psychicznych, a zwłaszcza autyzm, występują znacznie częściej. W Polsce jednak nikt ani tego nie śledzi, ani się tym nie przejmuje.

Najstarsze „dziecko z probówki” - Louisa Brown ma obecnie 29 lat. W Polsce procedury „in vitro” prowadzi się od 19. lat, a na Zachodzie znacznie dłużej. Dotychczas nie ma żadnego doniesienia, że dziecko zrodzone z zapłodnienia pozaustrojowego po dojściu do dojrzałości urodziło swoje dziecko. Daje to wiele do myślenia.

Praktycznie nikt nie ponosi odpowiedzialności za pozostałe embriony. Niektóre są zamrożone przez długie lata i nie wiadomo, co z nimi dalej zrobić. Prof. Jerome Lejeune nazywał to puszką koncentracyjną, gdzie zamknięte istoty ludzkie nie mogą ani życ, ani umrzeć. Adopcja tych embrionów jest niezwykle rzadka. Większość, porzucona przez rodziców, jest traktowana jak „odpady”.

Warto zauważyć, że do wszelkich eksperymentów na ludzkich embrionach (klonowania, pobierania embrionanych komórek macierzystych, zastępczych matek, ciąży u kobiet po menopauzie, selekcji dzieci według określonych cech itd.) potrzebna jest dojrzała komórka jajowa, którą trzeba pobrać od kobiety, co jest trudne, bolesne i ryzykowne. Wykorzystuje się więc te kobiety, które gorąco pragną mieć dziecko, ale mają problemy zdrowotne. Pod pretekstem pomocy w poczęciu wymarzonego dziecka pozyskuje się komórki i tworzy embriony, z których tylko nieliczne mają szansę się urodzić. Reszta pozostaje znakomitym materiałem do dalszych eksperymentów na człowieku. I na dodatek nic nie kosztuje, bo niepłodni rodzice sami za to wszystko zapłacą. Jest to potężny, bezlitosny przemysł.

Nikt w Polsce nie kontroluje działalności tzw. klinik leczenia niepłodności. Mamy nadzieję, że rozpoczęta ostatnio dyskusja coś zmieni. Otwarty jednak pozostaje problem bardzo wysokiej aprobaty społecznej dla tej procedury. Nie jest prawdą, że jeżeli poczęty i implantowany będzie tylko jeden embrion, to wszystko będzie w porządku. Procedura „in vitro” jest w samym swoim założeniu niegodziwa i groźna dla przyszłości ludzkości.

Naszym zadaniem jest informować społeczeństwo na ten temat.

Serdeczne Bóg zapłać wszystkim,
którzy pomagają ratować życie!

W imieniu KPLŻ


Ewa H. Kowalewska
Klub Przyjaciół Ludzkiego Życia
Human Life International - Polska

n4studio.pl - tworzenie stron internetowych